| Świadectwo Elżbiety, "Buszując w internecie..." |
| 01.01.2001 | |
|
Moi drodzy Siostry i Bracia, Buszując w internecie trafiłam na Waszą stronę i było tam puste miejsca na świadectwa, wiec pomyślałam, że może powinnam napisać jakie dobro mnie spotkało po rekolekcjach "Panie naucz nas modlić się", w których uczestniczyłam w Szczecinie w 1998r. Co prawda, jak dziś zajrzałam na Wasza stronę to już nie było miejsca na świadectwa, ale skoro już zdecydowałam się napisać to wysyłam do wykorzystania wg uznania Wspólnoty. Seminarium Odnowy w Duchu Świętym przeżyłam w 1982r. Potem przeżyłam piękno zakochania się w Jezusie, wiele cudownych doświadczeń, a potem "rozesłanie" i 11 lat bez wspólnoty. Trwałam jak umiałam i Pan Bóg w 1997r. znowu dał mi grupę modlitewną w mojej parafii. Byłam szczęśliwa i zachwycona Bożą dobrocią. Na rekolekcje jechałam bardziej z poczucia obowiązku niż z potrzeby serca. W duszy miałam pokój, ogólnie czułam się uładzona wewnętrznie i prowadzona przez Boga. Nie byłam jedynie zadowolona ze swojej modlitwy osobistej. Niby modliłam się, ale miałam uczucie, że nie jestem całkiem w porządku. Czytałam mnóstwo książek i porad na ten temat, ale ciągle mi coś nie pasowało. Wiedząc jednak, że Pan Bóg widzi moje starania nie czułam się tym zbyt sfrustrowana. W związku z tym jadąc na rekolekcje zastanawiałam się, czy na pewno powinnam, czy nie zajmę miejsca innym bardziej potrzebującym. Zaraz po przyjeździe weszłam do kościoła, aby się przywitać z Panem Jezusem. Było tam pusto, jedynie w miejscu muzyków stał Marcin z gitarą i najwyraźniej modląc się śpiewał "Ojcze daj mi Ducha, bym z wdzięcznością przyjął każde upokorzenie i przeciwności ....". Bardzo mnie uderzyły te słowa, ale w swoim zadufaniu powiedziałam sobie, to przecież nie do mnie, bo co też mnie - taką spokojną może spotkać akurat na rekolekcjach. Organizatorzy mieli kłopoty z ulokowanie wielkiej liczby uczestników i wyszło, że będę spać w dużej sali na podłodze bez materaca. Nie przejęłam się tym. Cóż to dla mnie, nie takie rzeczy bywały. I tu się zaczęło. Okazało się, że duch ochoczy, ale ciało mdłe. Moje ciało powiedziało "nie" takim warunkom. Po nie przespanej nocy, zupełnie rozbita potrafiłam tylko płakać. Wstyd mi było, wiec chciałam wyjechać tłumacząc sobie, że pewnie Pan Bóg wcale nie chciał abym tu była (za mało miejsc). Ale też wstyd mi było uciekać i jak siostry pomogły mi znaleźć jakieś godziwsze łoże, spłakana, z bólem oczu i głowy zostałam. Taka już przygaszona dotrwałam do końca rekolekcji. Do domu wróciłam w stanie dość smętnym i natychmiast rozchorowałam się. Przez ponad tydzień prawie wcale nie modliłam się, poza rozmowami z Panem Bogiem w style: " Panie, Ty to widzisz, co ze mną się dzieje, co mam robić, nic nie rozumiem". A po około 2 tygodniach prawie z marszu zaplanowałam sobie jak i gdzie będę się modlić, wykorzystując wszystko co słyszałam na rekolekcjach oraz co znałam już z książek. I zaczęłam swoją osobistą modlitwę. I tak trwam do tej pory. Po prostu zaczęło mi to wychodzić. Znikły wszystkie trudności, które miałam przedtem. Czasem modlę się z przyjemnością, czasem na siłę, bo mi się nie chcę lub jest mi bardzo ciężko. Ale systematycznie dzień w dzień mam swoje spotkanie z Panem. A On to widzi i jest za mną zawsze. Wiem o tym i to jest dla mnie nagrodą. W czasie tych ponad 3 lat było może 3-5 dni, w których nie byłam na tym spotkaniu, ale to było w naprawdę usprawiedliwiających mnie okolicznościach. Trzeba było z pół roku, abym dostrzegła tę przemyślną dobroć Boga. Poczułam się wzruszona i wręcz ubawiona. Pan chciał mi dać dobro, a ja zasłaniałam się swoim "pokojem duszy". Nagiął mnie więc wykorzystując słabość ciała. Przebił się z dobrem, z miłością przez moją zatwardziałość. Za to wszystko niech Mu będą dzięki. Dobry i mądry jest nieskończenie. Widzi naszą słabość i potrafi sobie z nią radzić często w nieprzewidywany przez nas sposób. Niech będzie zawsze uwielbiony nasz najlepszy Bóg Ojciec, Jezus Chrystus nasz Pan i Duch Święty nasza Moc! Elżbieta PS. Serdecznie pozdrawiam Was od siebie i naszej grupy "Fiat". Bardzo kochamy Wasze pieśni i nieustannie szukając naszej Drogi podpatrujemy Was. Ucieszyłam się bardzo, gdy znalazłam Waszą stronę w internecie. Będę do niej zaglądać co jakiś czas. Choć to trudne, ale może uda Wam się prowadzić ją na bieżąco. Czekam też na następną kasetę. "Dotyk ognia" ściągnięty z Mateusza, czasami wspomaga mnie w pracy. Szkoda, że więcej Waszych pieśni nie udało im się udostępnić. |